niedziela, 1 maja 2011

Nine Inch Nails - The Fragile - 1999 2 x Lp

music : industrial, electronic, hard rock

Jak dla mnie jedna z najlepszych plyt w historii ale to tylko moje zdanie. Absolutne dzielo sztuki w zwiazku z tym wyrecze sie batonem i jego recenzja z rockmetal.pl : 

Po wielu plotkach, setkach nie sprawdzonych informacji, po niezwykle długim czasie oczekiwania WRESZCIE JEST. Trent Reznor atakuje ponownie z najnowszym, dwupłytowym albumem "The Fragile". Po kilku minutach przerwy od czasu napisania ostatnich kilku zdań, dochodzę do wniosku, że zapewne chciałbyś się dowiedzieć skąd tak wysoka ocena? Hmmm... ciężko jest obiektywnie ocenić produkt jednego ze swoich ulubionych wykonawców, więc postaram się w skrócie powiedzieć, co myślę o tym albumie po przesłuchaniu go co najmniej kilkanaście razy.
Pierwszą płytkę rozpoczynają łagodne brzmienia gitary - zapowiedź "Somewhat Damaged", by za chwilę przejść w ostre charakterystyczne dla NIN industrialne piłowanie (Sorry, Trent, chciałem powiedzieć zwykły Rock ;). Dołącza ostry wokal i fani NIN już z pewnością czują klimat. Piosenka kończy się i nagle spokojna (no prawie, bo nie wiem, czy industrial może być spokojny) balladka "The Day World Went Away" (BTW: W USA ta piosenka została wydana na singlu, u nas może też, ale nie wiem). Cudowny, wolny utwór, idealny do romantycznej kolacji dla pary industrialnych porąbańców lub jak kto woli kolejna piosenka, której NIE powinno się słuchać, jeśli nie chce się skończyć na R'ce z podciętymi żyłami. Dalej mamy "The Frail", kolejny spokojny utwór zagrany tylko na pianinie (dla niewtajemniczonych pianino było pierwszym instrumentem, na którym Trent nauczył się grać). Pierwszy numer, w którym brak wokalu. Kolejny jest "The Wretched", średnio szybki, ale bardzo psychodeliczny utwór, który aż krzyczy do podświadomości: "krecha amfy, ostre strobo i jedziemy ;)". Następne w kolejności jest "We're In This Together" - szybki i ciekawy utwór, który bardzo długo trzymał się na większości list przebojów. Tym oto sposobem dochodzimy do tytułowej ballady "The Fragile", która po raz kolejny pokazuje jak wiele jeszcze siły tkwi w staruszku Trencie. I właśnie doszedłem do wniosku, że gdybym miał tak opisywać każdy track po kolei, to tekst stałby się nudny jak flaki z olejem. Zwrócę jeszcze tylko szczególną uwagę na niesamowicie ciekawy utwór z drugiej płyty - "Starfuckers Inc.". Został poświęcony pamięci Courtney Love, która to z niewiadomych przyczyn chciała wywołać skandal, głosząc publicznie, iż kiedyś sypiała z Trentem. Be Courtney, be...
Chciałem powiedzieć, że najnowszy album NINE INCH NAILS przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Jest ciężko. Jest szybko. Jest wolno. Jest industrialnie. Jest cool. Czego chcieć więcej? Na "The Fragile" pianino spotyka gitary, gitary spotykają gary, te z kolei - mnóstwo innych instrumentów. Wszystko to natomiast zderza się ze znakomitą barwą wokalu Trenta. W sumie - znakomity album. Dla wszystkich fanów twórczości Mr. Reznora jest to zakup obowiązkowy i śmiało mogą oni sobie dodać ten jeden brakujący punkcik do końcowej oceny. Wszyscy, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z NIN powinni zacząć właśnie od tego albumu, gdyż jest on po prostu fenomenalny. Przeciwnikom industrialu radzę omijać tę pozycję z daleka, a niezdecydowanym polecam na początek przesłuchać album... przynajmniej raz. 

2 komentarze:

  1. "Jak dla mnie jedna z najlepszych plyt w historii" - jak dla mnie też. AYE! :*

    OdpowiedzUsuń